środa, 17 sierpnia 2011

Fascynujące doświadczenia z fascynatorem!



François Boucher, Modystka (Poranek), 1746


Modniarstwo mnie pociąga. Nieliczne zdjęcia, grafiki w internecie... kilka scen w filmach kostiumowych; pracę w filmie Coco Chanel mogłabym obserwować godzinami. I to by było na tyle! Niestety to nie te czasy, kiedy każda kobieta miała swoją modystkę. Pociesza mnie to, że wszędzie huczy o powracającej modzie na nakrycia głowy, ale niestety nie widzę tego na ulicach. Powrót ten zawdzięczamy podobno ślubom w rodzinach królewskich, gdzie nieodzownym elementem stroju kobiety jest kapelusz. Taki protokół i już.
Tak zwane "sieciówki" zaczęły wprowadzać do swojej oferty kapelusze. Znajdziemy też po trochu ozdób do włosów, kwiatów, przypinek, grzebyków - czasem z woalkami. Ale mnie to nie porywa. Brakuje mi kapeluszy z prawdziwego zdarzenia. O ile oferta fascynatorów ślubnych jest naprawdę bogata o tyle tych koktajlowych dużo uboższa.
Po gruntownym przeszukaniu internetu nie znalazłam żadnego kursu modniarskiego, na który mogłabym się zapisać. A że mam wakacje i sporo czasu - postanowiłam poeksperymentować.
Usiadłam na podłodze i powykładałam w okół siebie wszystkie koraliki, skrawki, piórka, kleje i wstążki, które znalazłam.
Pierwsza próba nie była udana, moja baza już na początku zaczęła się pruć. Zmieniłam koncepcję i... przesiedziałam na podłodze 3 godziny. Co prawda zrobiłam spinkę a nie fascynator, ale efekt jest zadowalający - w końcu to moje pierwsze podejście.








Czas pracy: 3 godziny
Koszt materiałów: ok 3 złote


Podoba Wam się?:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz